Co prawda "tęgie" mrozy już minęły,ale nie mogę się oprzeć pokusie,by sypnąć ziarna sikorkom i obserwować jak kręcą się na karuzeli ze skórki słoniny.
A jak na termometrze -25 to żal wszystkiego co żywe...Szkoda i kota co marznie w łapki...
Chłop nie spoczął po wieczornych obrządkach póki wszystkich nie zwoła(kici,kici,kici :D) i do kotłowni nie poznosi za pazuchą.Bo gdzie będzie im najlepiej... ;)
Poranki w czasie zimy mieliśmy urozmaicone porannym pianiem koguta,który z powodu poważnych ran odniesionych w walce z większym kurował się w kotłowni.Czyli koty miały wesoło :D
Większy korzystał ze słońca i z doborowym towarzystwem wygrzewał się w zakątku przy psiej budzie.
Nasz senior Czapi był uprzywilejowany i miał zezwolenie,by spać w garażu.Budy ponadto dociepliła Młoda sianem,a Młody zrobił kotary ze starych ubrań,by nie "wiało pieskom do domów"
Czapi i Maciek korzystają z południowego słońca.
Krowy wesoło pomrukiwały jedząc siano,bo im zima niegroźna. Obora mimo,że stara to docieplona jak tylko się da.
Dobrze,że już najgorsze za nami.Aby do wiosny!!!
Jak sielsko u Ciebie.Nasz kotek tez śpi w kotłowni
OdpowiedzUsuńszkoda że nic nie piszesz fajny ten Twój blog..pozdrawiam i zapraszam do siebie
OdpowiedzUsuńPopieram Agate!!!!!!!POZDRAWIAM :))
OdpowiedzUsuńWkrótce napisze!
UsuńCzasu brak jak na razie ;)