niedziela, 11 marca 2012

Gdy była mroźna zima...

Co prawda "tęgie" mrozy już minęły,ale nie mogę się oprzeć pokusie,by sypnąć ziarna sikorkom i obserwować jak kręcą się na karuzeli ze skórki słoniny.



 

A jak na termometrze -25 to żal wszystkiego co żywe...Szkoda i kota co marznie w łapki...


Chłop nie spoczął po wieczornych obrządkach póki wszystkich nie zwoła(kici,kici,kici :D) i do kotłowni nie poznosi za pazuchą.Bo gdzie będzie im najlepiej... ;)





Poranki w czasie zimy mieliśmy urozmaicone porannym pianiem koguta,który z powodu poważnych ran odniesionych w walce z większym kurował się w kotłowni.Czyli koty miały wesoło :D


Większy korzystał ze słońca i z doborowym towarzystwem wygrzewał się w zakątku przy psiej budzie.

Nasz senior Czapi był uprzywilejowany i miał zezwolenie,by spać w garażu.Budy ponadto dociepliła Młoda sianem,a Młody zrobił kotary ze starych ubrań,by nie "wiało pieskom do domów"
Czapi i Maciek korzystają z południowego słońca.




Krowy wesoło pomrukiwały jedząc siano,bo im zima niegroźna. Obora mimo,że stara to docieplona jak tylko się da.
Dobrze,że już najgorsze za nami.Aby do wiosny!!!

4 komentarze:

  1. Jak sielsko u Ciebie.Nasz kotek tez śpi w kotłowni

    OdpowiedzUsuń
  2. szkoda że nic nie piszesz fajny ten Twój blog..pozdrawiam i zapraszam do siebie

    OdpowiedzUsuń
  3. Popieram Agate!!!!!!!POZDRAWIAM :))

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wizytę na moim podwórku :)